Oto powiewająca nudą, aczkolwiek pouczająca scena z życia wzięta, takie Behind the Scenes w trzech aktach:
Osoby
J = Ona, czyli Ja
M = Mąż, jej Mąż – czyli właściwie mój Mąż
Prolog
Był mglisty, grudniowy, poniedziałkowy poranek. Potrzebowaliśmy 400 g haddock’a. Tak widniało w przepisie. A my zawsze, tzn. prawie zawsze trzymamy się przepisu. Pojechaliśmy więc do sklepu.
Akt 1
J – Ale zaraz, zaraz… haddock to po francusku, czy angielsku?
Można zwariować z tymi językami, z tymi przeprowadzkami! Całe życie na walizach! ( – taka mała, zwyczajowa dygresja w stylu J )
M – No, chyba po francusku, skoro mówiłaś, że przepis jest z Saveurs – le magazine de l’art de vivre gourmand? ( tu było nieco krócej – trochę się rozpędziłam :-)
( W tym momencie M wyciąga swą komórę 4G, zasięga wiedzy w szybszym od światła mobilnym internecie i staje się JASNOŚĆ ;-)
J – Bo ja myślałam, że haddock to cabillaud ( dorsz )…
Po kilku minutach grzebania w zamrażarkach ( żeby było taniej ):
M, J – Nie ma haddock’a ( tupacza / plamiaka ).
………..
Akt 2
M – Ale to musi być jakaś morska ryba do tej zupy. Jakaś dobra musi być.
J – No nie wiem, Ty wybierz. Ja idę po groszek. Weźmy tego cabillaud :-)
………..
Akt 3
Po kolejnych kilku minutach:
J – I co?
M – Znalazłem! Pyszna, bielutka rybka – tilapia :-)
J – A, to nie znam.
………..
Epilog
Po powrocie, dla świętego spokoju, wstukałam tę tilapię w google i się okazało, że cytuję “to taki sam s**, jak panga” , na dodatek słodkowodny. M ma psychologiczną alergię na pangę i twierdzi, że to pokarm dla sierściuchów. Spokój prysnął, jak bańka mydlana.
J – A mówiłam, żeby kupić cabillaud!
M – A, bo Ty zawsze !…….( i tu nastąpił długi, kwiecisty wywód, który można by ująć w jednym prostym zdaniu: “jak jesteś mi potrzebna, to idziesz po groszek” ).
Tak więc morał z tej historii powiedzmy jest taki:
1. Człowiek uczy się przez całe życie,
2. Należy zawsze słuchać Żony!
3. Nie chodź po groszek!
Mimo całego tego zamieszania, zupa wyszła rewelacyjna! Nawet te małe, zielone kuleczki, za którymi do tej pory nie przepadałam, za sprawą tej całej mieszaniny składników zyskały w moich oczach nowe, bardziej przyjazne oblicze. Już nie kolą w język. Oczywiście, że polecam! Wybór gatunku ryby pozostawiam Wam, ja już się w to nie mieszam! Idę po groszek ;-)
Przepis na zupę
Składniki:
- 400 g dobrej ryby ( czyściutkiego fileta bez skóry i ości )*
- 400 ml bulionu warzywnego
- 600 ml mleczka kokosowego**
- liść laurowy
- 2 gałązki tymianku
- 2 ząbki czosnku
- 250 g białej części pora
- 200 g mrożonego groszku
- skórka starta z 1 cytryny
- 2 łyżki oliwy
- sól morska i świeżo zmielony pieprz
* Jeśli ryba jest mrożona, trzeba ją wcześniej odmrozić, lub wydłużyć czas podgrzewania. Ja w rezultacie użyłam pół na pół tilapię i łososia.
** U mnie 400 ml mleczka i 200 ml śmietanki kokosowej
Przygotowanie:
- Rybę opłukaj w zimnej wodzie i podziel na większe kawałki. Włóż do garnka i zalej mleczkiem kokosowym oraz bulionem. Dodaj liść laurowy i tymianek. Podgrzewaj na małym ogniu około 15 minut, lub do momentu, gdy ryba będzie ugotowana w środku. Ważne jest, aby zupa nie bulgotała, a jedynie była cały czas bardzo gorąca.
- Por opłukaj i pokrój w ukośne krążki. Czosnek obierz i przeciśnij przez praskę. Oba składniki przypraw pieprzem i solą. Smaż na rozgrzanej oliwie, aż por będzie złocisty, ale wciąż chrupiący.
- Kiedy ryba będzie gotowa, wyciągnij ją na talerz i podziel na mniejsze kawałki, a zupę przecedź przez sito.
- Wrzuć do zupy groszek i gotuj około 10 minut na średnim ogniu. Dodaj skórkę z cytryny, przypraw do smaku.
- Zdejmij zupę z ognia, dodaj rybę i poczekaj chwilę, aż się zagrzeje. Podawaj gorącą zupę posypaną usmażonym porem. Udekoruj talerz gałązką tymianku. Smacznego!
Przepis na podstawie Saveurs nr 197

Fajny pomysł na zupkę, a zdjęcia wprost powalające! :-)
Pozdrawiam serdecznie!
Basia
Dziękuję Basiu, tylko jedno zdjęcie udało mi się zrobić, niestety :-)
Aaale jak to? To nie możliwe jest, to nie oczywista czekolada czy szybki makaron, żeby tak się zgrać. To przecież zupa rybna jest, którą to zupę średnio raz na dwa lata mam ochotę zjeść. No i właśnie teraz, po dwuletniej przerwie taka ochota mnie naszła, a Ty, w ten dokładnie moment, z wpisem o zupie się wbijasz…
Czary jakie!
A mówiłam, że coś tu nie gra ;-)))
Ewidentnie ;-)
Ja taką zupę robiłam pierwszy raz. Mąż czasem robił taką rybno – rosołową, ale to było dawno i może ze dwa razy. Więc rzeczywiście dziwny zbieg okoliczności :-)
brzmi smakowicie, ja też miałam zamiar wziąć się jutro za rybę:) a tu proszę taki przepis spadł mi z nieba! dziękuję:) ps. zauważył może ktoś oprócz mnie, ze Twoje zdjęcia “oddają” zapachy? ;)
Nie, jesteś pierwsza :-) Chyba jesteś bardzo głodna, M. Ka bo takiej techniki jeszcze nikt nie wymyślił ;-) Pozdrawiam serdecznie!
hehe, zabawna historia:) Ale ważne, że smaczna;)
:-)
chętnie bym zjadła talerz takiej ciepłej zupy.. jestem ciekawa jej smaku! :)
Delikatny, niezbyt rybny. Właściwie, to tylko łosoś dodał rybnego aromatu. Lekko kremowa konsystencja, por delikatnie zaostrza smak zupy. Mleczko kokosowe niezbyt nachalne, ogólnie bardzo dobra :-)
Ja akurat z zupą rybną mam ten problem, ze cięzko byłoby mnie do niej namówić ….ale wyglaa pięknie:) ….a Wasze “z zycia wzięte scenki” rewelacyjne:)
Rozumiem Cię Jolu, bo ja też nie lubię wielu dań :-)
Bardzo miłe połączenie z porami i groszkiem. Gie byłby zachwycony, bo z nas dwojga to on lubi ryby :) Może mu zrobię? ;)
Hej, crummbllaczku lubię zupę rybną:) A dialogi niezłe… Trzeba słuchać żony…:) Ja tez mam psychologiczna alergie na te ryby brrr…’)
Powiem Ci, że w zupie lepsza była ta tilapia jednak. Może przejadłam się już łososiem :-)
a mozna uzyc bulionu drobiowego?
Lepiej żeby był warzywny – to w końcu zupa rybna :-) Ale jeśli lubisz rybę z kurczakiem… ;-)
heheh, nie jadłam ;P i chyba nie spróbuję :)
ale tę zupę koniecznie muszę zrobić :)
Spróbuj :-)